Ogólnie nie mam dziś nastroju do pisania czegokolwiek, mam tak napięty tydzień (środa 7:10 do 16:20 - 10 godzin w szkole, czwartek 8:00 - 16:20 9 godzin w szkole, wtorek 8:50 do 16:10) a to za sprawą 5 (!) kółek przedmiotowych, na które się zapisałem. Nie patrząc na to, że na dwa z nich muszę czekać okienkami i tak dalej, jeśli to kogoś interesuje.
Druga sprawa to dość spore zainteresowanie blogiem, bardzo się z tego cieszę, bo 720 wyświetleń w ciągu 4 dni funkcjonowania bloga to zadziwiający wynik. Nie wiem jak dokładne są te statystyki, ale w każdym razie ktoś tego bloga czyta, a to dobrze. Już sobie wyobrażam te tematy w ownie PRPG o moim blogu i o tym, jak wielkie zagrożenie dla nich stwarzam (lol), a wyobraźmy sobie takiego Misiaka, do niego by nawet nie doszła wieść o hejtpejdżu jego serwera, bo po pierwsze - mu się tyle nie zarzuci, a po drugie - nikt się tym nie przejmie, bo sytuacja jego serwera nie jest aż tak zachwiana.
Myślę, że jeśli przez te dwa dni wkleję Wam coś ciekawgo, byście mieli do poczytania, to będzie też dobrze. Dziś o miejskiej legendzie - jak to legendy, ich autentyczność jest kwestionowana, poza tym od typowej legendy różnią się.. a, sami zobaczycie. Źródło to http://atrapa.net/ <- tam znajdziecie ich więcej, ok. 100. Poza tym jutro podam Wam różne creepypasty, czyli na chłopski rozum straszne historie.
„Robotnik oparty o betoniarkę wytrząsał sobie coś z butów. Zobaczył to jego kolega i pomyślał, że betoniarka ma przebicie i oparty o nią człowiek trzęsie się z powodu porażenia prądem. Aby ratować go i odłączyć od źródła prądu, kolega wziął łopatę i uderzył opierającego się w rękę, ręka została złamana.”
Ktoś kupił sobie yorka, pies pałętał się po kuchni, babka otwiera lodówkę — kurczak zamrożony spadł na yorka i go zabił. Kupili następnego — jastrząb go porwał.
[facet], który wsadził sobie żarówkę w gębę i nie mógł wyjąć. żona wezwała taksówkę i pojechali do szpitala. gdy wychodzili zobaczyli w poczekalni taksówkarza z żarówką wiadomo gdzie...
Rodzinie umarła na wakacjach w Rumunii babcia, a że koszty sprowadzenia zmarłego do innego kraju były bardzo, bardzo duże, chcieli ją przetransportować zawiniętą w dywan. Podczas podróży zabrakło im paliwa, wstąpili więc na stację, by zatankować i coś zjeść. Kiedy wyszli z baru, zauważyli, że ktoś ukradł auto z babcią w środku.
Co tu mówić, skoro z Ikei znikają dzieci? Słyszeliście o tym drugim (bo o pierwszym media sporo mówią)? Dla niepoinformowanych wyjaśniam... Kojarzycie te placyki zabaw dla dzieci w Ikei, gdzie super-mamy zostawiają swoje super-dzieciory i idą na zakupy? Na pewno kojarzycie. I właśnie z tych placyków giną dzieci. Ja znam dokładniej tylko jeden taki incydent, a mianowice rodzicielka zostawiła swego jedynego na takim placyku. Problem w tym, że ów jedynaka odebrać już nie mogła, ponieważ wcale go tam nie było. Co gorsze - kamery niczego nie zarejestrowały. Zatem dzwoni taka kobiecinka na policję i zgłasza zaginięcie. Wiadomo - nikt nic nie wie. Trzy dni później znajduje nieprzytomne dziecko na wycieraczce z torbą leków i karteczką "nie mam jednej nerki"...
Historia jest taka: w sklepie przepada dziecko, wszyscy gorączkowo go szukają. Ochrona zamyka sklep. W końcu znajduje — dziewczynka jest w toalecie przebrana za chłopca, z obciętymi włosami. Wszystko wskazuje na to, że ktoś ją chciał porwać. Kilka dni temu opowiedziała mi to koleżanka. Podobno wydarzyło się w Poznaniu
Studiując we Wrocławiu słyszałem, że w Dwudziestolatce (akademik U.Wr) za rasistowski incydent zawieszono dwóch studentów. Otóż mieszkali w pokoju z czarnoskórym kolegą, który nie bardzo mówił po polsku, powiedzieli więc mu, żeby gdy nie ma ich w pokoju, a ktoś pyta, odpowiadał: „Pana nie ma w domu”.
Usłyszałem ją [opowieść] z dwóch niezależnych źródeł, obie [wersje] jednak rozgrywają się w akademiku. Studenci po zaliczonej sesji balowali przez kilka dni (3 lub 5, tak mi opowiadano) i w końcu jeden nie wytrzymał i poszedł tam, gdzie nawet król chodził piechotą. Gdy było po wszystkim, spojrzał do sedesu, a tam było coś dziwnego. Zaczął krzyczeć, przerażony, myśląc, że wydalił jelito. Okazało się jednak, po wizycie w szpitalu, że zadomowiony w jego trzewiach tasiemiec nie wytrzymał stężenia alkoholu.
Sataniści łapią dzieci wracające ze szkoły i pytają się, jaki mają zeszyt od
religii. Jeśli odpowiedzą, że w kratkę, wówczas tną ucznia żyletką w kratkę,
jeśli w linie — tną w paski, zaś tych, którzy odpowiedzą, że gładki
— obdzierają ze skóry.
Warszawska legenda głosi, że Tupac zaczął pisać skrypt i go skończył! I to sam!
OdpowiedzUsuń